1

2

3

4

5

 

Zabawy z dzieckiem

Może wydawać się, że noworodek nie potrzebuje zabaw, bo jest jeszcze zbyt mały i nic nie rozumie, jednak dla niemowlęcia od pierwszych dni życia wszystko jest czymś w rodzaju zabawy, która uczy. Wydawać się może, że pierwsze dni dziecko spędza na śnie i jedzeniu. Jednak jest jeszcze okres czuwania, który jest w pełni wykorzystywany przez niemowlę. Przy kąpieli bacznie obserwuje rodziców i poznaje dotyk. Warto wykorzystać ten czas i dać poznać maluszkowi czułość dotyku. Zabawy stópkami i rączkami zaowocują w przyszłości współpracą przy ubieraniu śpioszków i kaftaników. Dotyk nie będzie wtedy niewiadomą, więc nóżki i rączki nie będą broniły się przed dotykiem mamy. Masaż i głaskanie nie powinny oczywiście ograniczać się tylko do stópek i rączek, ale dotyczyć całego ciałka. Masaż brzuszka i plecków oprócz przyjemnych odczuć pomoże także w pracy jelit. Nie zapominajmy także o buźce, jest delikatna i dotyk sprawi jej wielką przyjemność, a może nawet przyspieszy pierwszy świadomy uśmiech. Kiedy czas czuwania staje się coraz dłuższy rozpoczynamy zabawy w pozycji dziecka na brzuszku. Na początku białe i czarne, później czerwone i inne intensywne kolory przyciągają uwagę maluszka, dlatego też znów możemy łączyć zabawę z rozwojem i pokazywać położonemu na brzuszku szkrabowi różne kolorowe przedmioty. Taka zabawa ćwiczy podnoszenie główki i wzmacnia mięśnie karku i szyi.

Impreza urodzinowa dziecka

Coraz częściej ulegamy modzie i organizujemy dla dziecka urodziny, zapraszając od kilku do nawet trzydziestu kolegów i koleżanek. Firmy organizujące tego typu imprezy prześcigają się w pomysłach. Punkty, które w dni powszednie zajmują się opieką nad dziećmi lub prowadzeniem różnego rodzaju zajęć kreatywnych, edukacyjnych lub ruchowych w weekendy co 3 godziny mają poumawiane urodziny dla innego dziecka. Proponując przy tym rozmaite tematy przewodnie imprezy. Można także zorganizować przyjęcie w kinie łącznie z seansem wybranego tytułu, w teatrze, ze spektaklem i zwiedzaniem całego zaplecza. Można wynająć specjalnie zaprojektowany do tego celu autobus, który przyjedzie w dowolnie wskazane, bezpieczne miejsce. Nawet poszczególne muzea organizują zgodne tematycznie z ich wystawami urodziny. Oczywiście najłatwiej zorganizować przyjęcie urodzinowe w gotowych całorocznie na takie wydarzenia sale zabaw – wtedy jednak trzeba się liczyć, że oprócz zaproszonych gości, na płatnym placu na przykład w centrum handlowym będą bawiły się także inne nieznajome dzieci. Na szczęście można także zorganizować urodziny także w plenerze, na przykład przy szkółce jeździeckiej, z możliwością przejażdżki na kucyku, czy w parku linowym, gdzie dzieci bardziej będą chciały się sprawdzić na ścieżce dla nich przygotowanej niż objadać się słodyczami.

Przedszkolak poznaje świat

Pierwsze dni w przedszkolu dla niejednego rodzica oznaczają stres większy niż w czasie egzaminu na prawo jazdy czy podczas matury. Jeśli jednak dziecko zostawało wcześniej na zmianę to z tatą, to z mamą, a czasami z babcią czy ciocią, widziało jak starszy brat wychodzi z domu i wraca, mama wychodząc z domu uśmiechała się i wesoło machała, mówiąc, że niedługo wróci i dotrzymywała obietnicy, to pierwsze dni w przedszkolu dla dziecka nie powinny być żadną trudnością, ale wyjątkową, bajeczną przygodą, ponieważ już zdążyło nauczyć się zaufania. Gorzej jest z rodzicami, którzy swoje przeżyli i na zaufanie trzeba u nich zasłużyć. Zastanawiając się jak ich dziecko sobie poradzi mamy chudną trzy kilogramy w ciągu trzech godzin, a tatusiowie biją rekordy w opowiadaniu kiepskich dowcipów. Za to maluch, po pierwszych chwilach poczucia niepewności i to nie wywołanej z samej siebie tylko podświadomie przejętej od rodziców, zaczyna poznawać ten intrygujący go kolorowy, nowy świat pełen zabawek innych niż w domu, innych niż u kolegi i innych nawet niż u wujka w sklepie. Do tego jeszcze tak dużo dzieci, o tym samym wzroście. Ciekawość i mnóstwo atrakcji żeby ją zaspokoić sprawia, że czas nie ma znaczenia. To stałe punkty programu dnia takie jak śniadanie, obiad, drzemka czy podwieczorek dopiero dają dziecku informacje o upływającym czasie. A okres oczekiwania powstaje dopiero po podwieczorku.

Sześciolatek

Od dwóch lat temat sześciolatków w Polsce bije rekordy popularności. Niedopracowana ustawa pozwalająca na podejmowanie decyzji w sprawie najmłodszych przez pryzmat co się gminie bardziej opłaca bulwersuje rodziców, którzy stają przed faktem dokonanym i równocześnie zjednuje zwolenników, bo na zachodzie od dawna dzieci sześcioletnie rozpoczynają edukację w szkole. Sześciolatki niczym miś dwuletniej dziewczynki raz jest przytulany, raz niezauważony i rozdeptywany, a przez większość czasu pozostawiony sam sobie. Temat nieschodzący z ust rodziców i polityków, przepychanki na argumenty bardziej lub mniej trafione. Oczywiście nie da się ukryć, że dzieci są dużo lepiej rozwinięte intelektualnie, niejednokrotnie już czterolatek zna cały alfabet, a pięciolatek nie ma problemu z czytaniem tekstów, w których nie ma zbyt dużo dwuznaków i nosówek. Niestety rozwój intelektualne nie idzie w parze z rozwojem emocjonalnym, a kiedy dodamy argument, że część rocznikowych sześciolatków we wrześniu nie ma jeszcze pełnych sześciu lat trudno nie przyznać racji zaniepokojonym rodzicom, którym przecież wyjątkowo zależy na tym, aby dziecko dostało edukację na jak najwyższym poziomie w najbardziej możliwej przyjemnej atmosferze. Nie sposób też odmówić argumentowi, że na zachodzie sześciolatki od dawna chodzą do pierwszej klasy. Chodzi więc tylko o warunki jakie ministerstwo przygotowało dla dzieci.

Dziewięciolatki

Kiedy posyłamy sześciolatki do pierwszej klasy, zajmuje nas ich gotowość emocjonalna, wychowawca klasy, rówieśnicy, program nauczania, bezpieczeństwo na boisku, placu zabaw, korytarzach i szatniach szkolnych. Niewielu z nas – rodziców – potrafi perspektywicznie spojrzeć na to co będzie się działo z dzieckiem później. Po okresie ochronnym jaki sześcioletnie dzieci dostają w szkole w pierwszym roku nauki, następuje skok na głęboką wodę. Nikt w czwartej klasie już nie będzie patrzył, że dziecko do szkoły poszło w wieku sześciu lat. Nauczyciel historii będzie miał do wypracowania taki sam program z dziewięciolatkiem jak do tej pory z dziesięciolatkiem. To samo dotyczy geografii, biologii, a w klasach jeszcze wyższych fizyki i chemii. To samo dotyczy pójścia do gimnazjum, liceum i na studia. Zawsze będzie to o rok wcześniej. O ile w gimnazjum i liceum zazwyczaj mamy jeszcze dziecko pod dachem o tyle studia rozpoczyna świeżo upieczony dorosły, który jeszcze nie mam ogłady ani doświadczenia w byciu w pełni odpowiedzialnym za swoje wybory i czyny. O ile osiemnastolatkowi po złym wyborze kubeł zimnej wody na głowę może z troską wylać rodzić o tyle osiemnastolatkowi korzystającemu z życia – bo jest z dala od domu jako wielki pan student – może przjść się zmierzyć z pięścią ulicznej sprawiedliwości lub w lepszym przypadku – policją.

Sześciolatki w zerówce

Dzięki ograniczeniom jakie Ministerstwo Edukacji Narodowej nałożyło na naukę pisania i czytania w zerówkach dzieci, które do nich uczęszczają mają bardzo słabe przygotowanie do pracy w pierwszej klasie. E O ile w placówkach w miastach wychowawczynie przemycają tę naukę i zachęcają dzieci do jakiejkolwiek nauki, o tyle w placówkach wiejskich czy po prostu przepełnionych – ponieważ aby wyjść naprzeciw zbulwersowanym rodzicom, których dzieci nie podostawały się do zerówek, poszczególne władze nakazały szkołom przyjmowanie każdego dziecka, którego rodzic zgłosi się do dyrektora szkoły – praca z dziećmi często traktowana jest jako zło konieczne. Nieprzygotowane do pracy, stęsknione za zabawą dzieci, tkwią w ławkach i po dwóch godzinach lekcyjnych nie mogą skupić się na niczym innym jak tylko na tęsknocie za zabawkami, grami, placem zabaw i wreszcie rodzicami, którzy co rano muszą odpowiadać na pytanie – czy mogę dziś nie iść do szkoły? Rodzice z kolei zobowiązani są do odbierania swoich pociech o godzinie 13.30 – kto nie ma blisko mieszkającej, sprawnej babci, albo pieniędzy na zaufaną opiekunkę może zapomnieć o tym, że znajdzie lub utrzyma intratną pracę. A przecież nie po to ministerstwo niepozwala uczyć czytania i pisania, żeby dzieci siedziały w ławkach, ale żeby przez zabawę powoli przygotowywały się do pracy i nauki w pierwszej klasie.

Świat pędzący na oślep

Żyjemy w świecie, który pędzi do przodu niczym rozgrzana do czerwoności lokomotywa, która wraz z każdym kilometrem zmienia się w coraz bardziej nowoczesne, łatwiejsze w obsłudze, bardziej ekologiczne urządzenie. Tak samo jest z naszymi dziećmi. Półtoraroczniaki obsługują tablety, a sześciolatki próbując otworzyć program dotykając palcem ekranu laptopa i dziwią się dlaczego to takie przestarzałe. Wyboru szkoły podstawowej dokonujemy nie na podstawie lokalizacji, ale rankingów publikowanych w prasie. Dzieci wracając grzecznie za rękę ze szkoły, zadają nam pytania, dlaczego wrzucamy papier do pojemnika na szkło, i dlaczego jemy pączki chociaż wiemy, że są rakotwórcze. Szkoły prześcigając się w rankingach przygotowują dzieci do nieuchronnego wyścigu szczurów w korporacjach. W gimnazjach uczniowie wymykają się spod kontroli i rodziców, i szkoły, i staja się nastolatkami, które pozjadały wszystkie rozumy. Nie bardzo potrafimy zrozumieć co się z nimi dzieje, jak mogą wyjść na ulice w tak dziwnych strojach i fryzurach. Przy anielskiej cierpliwości i trzymaniu języka za zębami możemy dać sobie szanse, że przy dobrych wiatrach pod koniec szkoły średniej odzyskamy nastolatka i znów zobaczymy w nim swoje własne dziecko, aby za chwilę wyfrunęło na studia i z nastolatka stało się hipsterem lub innym nowoczesnym ledwo dorosłym.

Trudny wybór podstawówki

Co roku rodzice dzieci kończących edukację w przedszkolu stają przed nielada wyzwaniem. Choć wielu może to wydawać się śmieszne i niedorzeczne, w dużych miastach, w których liczba i rodzaje szkół są roku większe wielu rodzicom wybór szkoły podstawowej spędza sen z powiek. Rodzice, którzy są zdecydowani na szkołę państwową w okolicy zamieszkania, mają do sprawdzenia tylko czy ta, do której jest najbliżej na pewno im odpowiada. Czy przypadkiem dzieci od zerówki nie uczą się niemieckiego zamiast angielskiego, albo odwrotnie, czy może ta, do której jest 3 minuty dalej ma klasy sportowe, sukcesy matematyczne, czy kółko teatralne. Albo czy ta, do której przed ósmą jest korek jak po Sylwestrze na Zakopiance, przypadkiem nie ma najlepszych wyników w egzaminie szóstoklasistów. Dramatyczny przebieg wyboru szkoły mają natomiast ci, którzy chcą aby dziecko chodziło do prywatnej lub społecznej. Nie dość, że najpierw spędzają długie godziny w kawiarniach rozmawiając gdzie jest jaka szkoła, to po osobistym rekonesansie wszystkich wybranych muszą zapłacić za egzaminy wstępne, dostarczyć na nie dziecko, a potem oczekiwać na telefon lub e-mail, czy dziecko się dostało, czy nie dostało. Jeśli się dostało uff, jeszcze tylko wpisowe i średnia krajowa pensja co miesiąc na konto szkoły i gotowe. A jeśli się nie dostało?

Licealna rada rodziców

W liceach ogólnokształcących, liceach zawodowych, a także w technikach, Rady Rodziców, mają nieco inne cele niż te w podstawówkach i gimnazjach. Ze względów, na zbliżające się terminy podejmowania ważnych życiowych decyzji przez nastolatków, często muszą rozważać przyznawanie stypendiów czy innych tego typu zapomóg ze zgromadzonych składek na funduszu Rady Rodziców. Na spotkania rodziców, jeśli zachodzi taka potrzeba, zostają zaproszeni także wychowawcy, nauczyciele, a czasami także i dyrektor szkoły, aby przedstawić radzie najzdolniejszych, a zarazem najbardziej potrzebujących wsparcia nastolatków. Jeśli dana szkoła ma świadomych i odpowiedzialnych rodziców, którzy regularnie uiszczają ustalone na początku roku szkolnego składki, przedstawiciele Rady Rodziców mogą dysponować kwotami, które ułatwią start w dorosłe życie nie jednemu wartościowemu i zdolnemu nastolatkowi. Najczęściej przyznawane są uznaniowe kwoty jednorazowych zapomóg, na przykład kursy językowe czy pomoce naukowe. Zazwyczaj rodzice nie chcą nikogo pominąć i każdy zauważony przez szkołę nastolatek otrzymuje większą lub mniejszą pomoc. Tak wydawane pieniądze dają zarówno satysfakcję rodzicom, jak i tym zdolnym uczniom, którzy mogą rozwijać swoje talenty z ogromną motywacją, ponieważ zostali zauważeni i nagrodzeni.

Moc rady rodziców

Na terenie całej Polski, od dziesiątek lat, a może nawet dłużej, zarówno w miastach wojewódzkich, dużych i małych gminach oraz na wsiach, w każdej państwowej – zarówno, podstawowej, gimnazjalnej jak i średniej – szkole lepiej lub gorzej funkcjonuje Rada Rodziców. W poszczególnych klasach na początku roku szkolnego rodzice dzieci uczęszczających do danej klasy wybierają tak zwaną trójkę klasową. Z pośród tych wybranych reprezentantów klasy wybierany jest przewodniczący klasowej Rady Rodziców, który reprezentuje ją na spotkaniach z innymi przedstawicielami. Głównym celem rodziców jest zbiórka składek od rodziców na fundusz, który potrzebny jest do organizacji imprez, wspomagania szkoły czy robienia zakupów na rzecz dzieci. W zależności od wieku uczniów, różne są potrzeby organizacji wydatków z funduszu, na którym gromadzone są składki wpłacane przez rodziców. W szkołach podstawowych i gimnazjach rodzice najczęściej organizują bale karnawałowe, dni dziecka, czy dyskoteki, zapewniając przy tym bawiącym się uczniom poczęstunek, napoje oraz opiekę. Dobrze funkcjonujące Rady Rodziców są jak małe firmy. Każda ma swojego przewodniczącego, jego zastępcę, a także skarbnika oraz sekretarza. Regularnie odbywają posiedzenia, na których niczym politycy podejmują uchwały i omawiają bieżące problemy szkoły.